Floating_market-7

Po zwiedzeniu Wat Phra Kaew i Wat Po tuk tukiem dostaliśmy się na dworzec południowy (Sai Tai Taling Chan Southern Bus Terminal) w Bangkoku. Kupiliśmy bilety i po godzinie 16.00 wyruszyliśmy w kierunku Amphawy – małego, prowincjonalnego miasteczka, a cel był jeden – zobaczyć lokalny, tajski targ wodny na rzece Mae Khlong.

Pamiętajcie jednak, że targ jest tylko w weekendy (piątek, sobota, niedziela, od 15.00 do późnych godzin wieczornych). Weekend był, a więc wiedząc, że drugiego dnia będziemy na targu typowo komercyjnym i turystycznym stwierdziliśmy, że tego w Amphawie nie możemy pominąć. Nocleg również zarezerwowaliśmy w Amphawie.
Guesthouse Baansuanphidchamika (nazwa jak dla mnie nie do wymówienia) okazał się strzałem w dziesiątkę. Uroczy, czysty domek w otoczeniu egzotycznej przyrody. Tylko komary trochę utrudniały nam życie. Sama Amphawa – WOW – cisza, spokój i kameralność. Tego potrzebowaliśmy po zwiedzaniu zwariowanego Bangkoku.

Właścicielka guesthousa zorganizowała nam tuk tuka na wieczorny targ i zaproponowała, że na drugi dzień może nas zawieźć do Damnoen Saduak – drugi targ. Propozycja była bardzo korzystna cenowo, więc zdecydowaliśmy się na jej ofertę (300bht – tuk tuk w obie strony, przejazd samochodem do Damnoen Saduak).

FLOATING MARKET, PŁYWAJĄCY TARG W AMPHAWIE

Wodny targ w Amphawie jest bardzo klimatyczny i typowo tajski. Nie spotkaliśmy tam zbyt wielu turystów. Dzięki temu można poczuć prawdziwy klimat pływających targów
(floating market)
, które w Tajlandii są bardzo popularne.

Floating market pływający targ

Tajowie przyjeżdżają w weekendy do Amphawy i robią zakupy, targ odwiedzają również mieszkańcy miasteczka. Floating market w Amphawie słynie podobno z wyśmienitych owoców morza. Piszę „podobnie”, gdyż my nie smakowaliśmy tych rarytasów. Będąc pierwszy raz w Azji postanowiliśmy, że z ulicznych gar kuchni korzystać nie będziemy, gdyż poziom BHP w tych miejscach pozostawia niestety wiele do życzenia. Uważam, że trzeba być bardzo ostrożnym wybierając posiłek w takim miejscu, aby nie zakończyło się to problemami żołądkowymi. Na pewno wiele straciliśmy jedząc tylko w restauracjach, natomiast zdrowie i higiena są póki co dla nas ważniejszą kwestią. Na targu w Amphawie chłonęliśmy potrawy zmysłami wzroku i zapachu – to nam zdecydowanie wystarczyło.

Widząc tajskie kucharki przygotowujące potrawy, a następnie zmywające naczynia w lokalnej rzece, po której pływają łodzie handlowe i w której znajdują się…lepiej nie chcę myśleć co tam się znajduje, nie podejmowaliśmy ryzyka skosztowania polecanych owoców morza czy też innych dań. Degustację tych pyszności pozostawiliśmy sobie na później i w innych miejscach.

Na wodnym targu w Amphawie możemy przepłynąć łódką wzdłuż kanałów, kupić jakąś pamiątkę od pływających handlarzy, ale również „zanurzyć się” w niezliczone ilości stoisk wokół rzeki Mae Khlong, które serwują typowo tajskie dania i desery, owoce, warzywa, ubrania, zabawki, ręcznie robione przedmioty, a nawet szczeniaki. Wszystko w lokalnej, tajskiej atmosferze. Warto tu być!

Drugiego dnia wstaliśmy po godzinie 6.00. Wczesna pobudka, prysznic, śniadanie przed naszym domkiem, wsłuchiwanie się w poranny śpiew egzotycznych ptaków – pięknie. Po godzinie 7.00 z właścicielką guesthousa wyruszyliśmy na najbardziej popularny wodny targ w Tajlandii – Damnoen Saduak.

FLOATING MARKET, PŁYWAJĄCY TARG DAMNOEN SADUAK

Plan był taki – zobaczyć targ jeszcze przed najazdem zorganizowanych wycieczek z Bangkoku. Bo to, co wtedy dzieje się na targu podobno nie przypomina już niczego co ma związek z Tajlandią. Plan został  zrealizowany. Przepłynęliśmy łodzią wodne kanały, które przypominały nam dżunglę. Miejscowi stali przed swoimi skromnymi domami, kiwali nam, gdzieniegdzie piał kogut, leżał pies lub kot. Rejs łódką, który trwał godzinę kosztował nas 600BHT. Ceny na Damnoen Saduak, są raczej wysokie zarówno łódek, jak i produktów tam sprzedawanych. Po chwili dopłynęliśmy do targu. Było jeszcze kameralnie. Handlarki i handlarze rozpakowywali towar, przygotowywali swoje stosika, pojawiały się starsze panie na łodziach, które były przepełnione owocami, warzywami, mięsem, czy też gadżetami dla turystów.

Floating market pływający targFloating market pływający targ

Przepyszne owoce i warzywa “uśmiechały się” do nas i “zapraszały” do ich zakupienia, jednak wysokie ceny bardzo odstraszały.

Kiedyś targ Damnoen Saduak miał lokalny, sielski klimat, jednak duże zainteresowanie turystów tym miejscem sprawiło, że na chwilę obecną już taki nie jest. My mieliśmy to szczęście, że zobaczyliśmy targ w bardziej tajskiej odsłonie. Po godzinnym rejsie wybraliśmy się na spacer wzdłuż kanałów i rzeki. Co zobaczyliśmy? Tajskie domki na wodzie, pracujących lub odpoczywających Tajów. Banany na drzewach, egzotyczną zieleń – taki klimat uwielbiamy i zdecydowanie warto wyjść poza turystyczny Damnoen Saduak i zobaczyć coś więcej.

Floating market pływający targ

Po godzinie 10.00 stwierdziliśmy, że nie warto tracić czasu i trzeba ruszyć dalej. Targ był już tak oblegany przez turystów, że przepływające łodzie ledwo siebie mijały, a na targowisku wzdłuż kanałów tylko przemieszczanie się tip topem było możliwe. Miejsce to zupełnie zmieniło się i nie przypominało już tego, które widzieliśmy wczesnym rankiem. Ostatnie zdjęcia, ostatnie spojrzenie na targ z mostu, pożegnanie.

Floating market pływający targFloating market pływający targ

Targi wodne w Tajlandii są czymś niezwykłym, tak bardzo nieznanym nam Europejczykom. Warto, będąc po raz pierwszy w Tajlandii zwiedzić przynajmniej dwa – Damnoen Saduak i typowo tajski, kameralny targ. Samemu można wtedy stwierdzić co bardziej nam się podoba – sielski i lokalny klimat czy jednak komercja nie mająca za dużo wspólnego z tajską tradycją. My zdecydowanie wybieramy to pierwsze.

 

Więcej o Tajlandii znajdziecie tutaj:

Zapraszam Was również na mój Instagram oraz fanpage na Facebooku

Do zobaczenia gdzieś w drodze!
Martyna Soul